sobota, 19 grudnia 2015

Adwent - nieadwent i Święta, których miało nie być.




Do City of Hope Adwent przyszedł zupełnie niepostrzeżenie. Przemknął się między Gratitiude Day a zakończeniem roku szkolnego. Nikt nie ogłaszał jego nadejścia. Po prostu nastał. Nikt nie mówił, że mamy się teraz nawracać, że to szczególny czas. Nie ma Rorat, nie ma rekolekcji adwentowych, nie ma moich ulubionych pieśni. Jedyne, co przyniósł, to wieniec adwentowy do kaplicy sióstr. Tak jakby mrugnął okiem i powiedział: „No to zaczynamy!”
Ale jak to? Nie ma Rorat? Nikt mi nie każe się nawracać przed Bożym Narodzeniem? Nieeee. Ja w to nie wchodzę… Taki adwent to nie adwent!
Zamiast adwentu do mojego życia wkradło się ono. Uczucie tęsknoty i rozżalenia. Weszło do mojego serca i głośno zatupało nogami. Zaczęło robić w moim sercu swoje porządki, podszeptując: „W tym roku nie pójdę z mamą wybierać pachnącej choinki. Zresztą w ogóle nie będzie choinki…”. A innym razem: „W Zambii nie ma Pasterki, bo to za późno i niebezpiecznie dla wiernych…”. Potem jeszcze: „I nie będziesz świętować Bożego Narodzenia z rodziną i przyjaciółmi…”.
To nieznośne uczucie zaczęło mieć nade mną przewagę. W mojej głowie pojawiły się myśli: „Niech już będzie po tych Świętach, im szybciej miną tym lepiej. Wcale ich nie chcę!”
Ale Ojciec ma Swoje sposoby. Zostałyśmy poproszone, by prowadzić codziennie dwugodzinne Oratorium dla kilkunastu dzieciaków z okolicy. Świetnie! Pierwsze zadanie – przygotować z dziećmi Jasełka. Myślę sobie: „O nieee! Jeszcze mi Jasełka do tego wszystkiego potrzebne!” Ale cóż jak trzeba, to trzeba. Musimy obmyślić jakiś scenariusz. Więc czytam raz po raz historię, którą przecież znam na pamięć. Że archanioł Gabriel, że nie było miejsca i w ogóle… Czytam i własnym oczom nie mogę uwierzyć. Nie ma ani słowa o choince. Ani o wieczerzy wigilijnej. Ani o pierniczkach i makowcu…
A jednak. On się narodził. Jezus się narodził. Bez choinki i światełek, bez dwunastu potraw wigilijnych… Więc narodzi się także dla mnie. Mimo, że nie będzie choinki i makowca, a moimi bliskimi będą ludzie, o których istnieniu dowiedziałam się nieco ponad 3 miesiące temu.
I narodzi się także dla moich kilkuletnich Oratorian, którzy nie do końca wiedzą, o co chodziło z tą Maryją i Józefem, a którzy pewnie na Boże Narodzenie jak zawsze dostaną do jedzenia tylko trochę simy (czyt. szima). No i wcale nie mają pojęcia o istnieniu barszczu z uszkami. Bo Jezus nie potrzebuje choinki, wieczerzy wigilijnej czy Pasterki aby przyjść. On potrzebuje tylko czystego i otwartego dla Niego serca.
Więc nieadwent znów staje się adwentem. Teraz mogę trwać w radosnym oczekiwaniu, niecierpliwie wyglądając Świąt Bożego Narodzenia.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz